I tak cię w końcu dopadną

Śledzą i zapisują w co klikasz i kiedy, jakie strony otwierasz, z kim korespondujesz i co piszesz w mailach. Rozwój technik inwigilacji to niedoceniany wątek historii Internetu albo – jak kto woli – historii ograniczania wolności przez prywatne firmy i przez rządy.

Jak to z wolnością w Sieci było?

Dawno, dawno temu, kiedy Sieć dopiero zaczynała funkcjonować, internauci – którzy jeszcze nie znali słowa: „internauci” – czuli się całkowicie wolni. Mogli pisać wszystko i czytać wszystko, co w Internecie znaleźli, nie obawiając się, że będzie ich inwigilować. Przekonanie, że człowiek, który wszedł do Internetu jest tam niewidzialny było powszechne. I prawdziwe – trzeba dodać – bo choć można było zidentyfikować komputer łączący się z Siecią, nikt tego nie robił.

Internet przypominał amerykański Dziki Zachód w wersji łagodnej, bo dziejącej się najpierw tylko w słowach i grafice. Internet należał – wedle mniemania równie powszechnego jak fałszywego – do naukowców i studentów. Rządy nie interesowały się nim, bo nikt jeszcze nie wiedział, jak jest ważny, politycy go nie rozumieli i nie dostrzegali w nim żadnych zagrożeń.

Żadne prawo w Internecie nie obowiązywało i nikomu nie przychodziło do głowy, że jest tam potrzebne. Medioznawcy z właściwym sobie brakiem wyobraźni uznali Internet za jeszcze jeden środek masowej komunikacji, taki jak prasa, radio czy telewizja, a większość ludzi im uwierzyła.

Internet rozwijał się bez przeszkód, aż stało się oczywiste, że to jednak nie środek masowego przekazu, ale cały świat, tyle że cyfrowy i że nie tylko naukowcy oraz studenci nim się posługują, ale ludzie różnych zawodów i w różnym wieku. Tak oczywiste, że nawet niektórzy medioznawcy to zrozumieli.

Szmal i władza są w Sieci

Zobacz również: Asus G74SX

I wtedy ocknęli się przedsiębiorcy, szczególnie ludzie szołbiznesu. Uświadomili sobie, że w cyfrowym świecie można zarobić kupę forsy na informacjach, którymi ludzie tam się dzielą. Część wzięła się za uczciwe interesy, ale część uznała, że w Internecie można wzbogacić się zagarniając swobodnie krążącą informacje, z których Sieć jest utkana, tak jak kiedyś na Dzikim Zachodzie można było wzbogacić się zagarniając niczyją ziemię.

Ocknęli się też ludzie sprawujący władzę w świecie rzeczywistym, to znaczy politycy. Uświadomili sobie, że choć państwa przez nich kierowane słabiej lub mocniej trzymają ludzi w garści, w cyfrowym świecie oni oraz ich władza nie liczą się zupełnie.

I tak zaczęła się historia inwigilacji. Żyjemy w czasach bujnego jej rozwoju. Inwigilują firmy i rządy. Internauci protestują, ale są to protesty zbyt slabe, żeby cokolwiek zmienić.

Akcja topienia internetowego szpiega zamiast Marzanny. Fajna, ale raczej malo skuteczna.

Google gromadzą informację o każdym, kto korzysta z przeglądarki. Firma zapewnia, że dane te służą tylko do dystrybucji reklam i wydaje się, że dotychczas rzeczywiście tylko temu służyły. Nikt jednak – łącznie z zarządem Googli – nie może zagwarantować, że nikt ich nie przejmie siłą albo podstępem i nie wykorzysta. Ktoś, to znaczy rząd, policja polityczna, Cosa Nostra czy ktokolwiek, komu to przyniesie korzyść.

Gromadzą też informacje rządy tworząc specjalne tajne policje polityczne śledzące ruch w internecie. Tu niebezpieczeństwo jest znacznie poważniejsze, bo wszystko odbywa się niejawnie, a większość ludzi nie zdaje sobie sprawy, że ich maile są czytane, że rejestrowane są kontakty i odwiedzane strony. Wybuch afery z amerykańskim programem PRISM pokazał skalę i możliwości w tym względzie.

Ujawnienie przez Snowdena programu PRISM pokazało skialę zjawiska

W Polsce Sejm zmienił prawo ograniczając możliwość zakładania podsłuchów, Trybunał Konstytucyjny zajął się sprawą kontrolowania bilingów przez przeróżne służby specjalne. Pytanie tylko, czy nie są to ruchy pozorne, maskujące rozwój tajnej inwigilacji Internetu i sieci komórkowych. Nie sprawdzania bilingów, ale czytania maili, esemesów i podsłuchiwania rozmów.

Temu, kto się w tym miejscu obruszy na podejrzenia, że rządowe służby specjalne mogą łamać prawo, odpowiem: mogą. Technicznie jest to wykonalne. A jeśli coś można zrobić, to w końcu ktoś to na pewno zrobi.

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Technologie:

Jak prasa pisała o Internecie w 1988 roku? Tajny projekt NASA: dlaczego rozsypano w Kosmosie miliony miedzianych igieł? Technologiczne mity. Sony timer, czyli planowe starzenie produktów Seed Smartphone - jedno urządzenie, wiele możliwości Aero 2 od teraz z kodami CAPTCHA. Utrudnienie? A może jednak walka z pijawkami? Koniec pewnej epoki w Aero2. Na dostawcę sypią się gromy! AleKlik to nie nowa platforma aukcyjna. To kolejni naciągacze Firefox dla homofobów, Chrome dla gejów. Tylko jaki to ma związek z przeglądarkami? Dane na wynos - jaki nośnik wybrać? Rządy coraz częściej proszą Google'a o dane internautów. A Google te prośby spełnia Archival Disc. Szaleństwo w dobie rozwijającej się dystrybucji cyfrowej? Android Wear – „spreparowany” system dla smartwatchy Gracze nie lubią już facebookowego Oculus Rift? To może być ich nowy faworyt - True Player Gear SmartMat - wycieraczka monitorująca ruch przed domem "CBA - wóz obserwacyjny". Nazwa Wi-Fi w aucie zdradziła tajniaków? Facebook z wirtualną rzeczywistością. Twórcy uspokajają, giełda panikuje, Internet żartuje Znowu wyjdziemy na ulicę? TTIP to druga ACTA Porozmawiajmy o grach! Wyścig na parametry jest najlepszą rzeczą, jaka może nas spotkać. Dostajecie taki Internet, za jaki płacicie? To jesteście w mniejszości Rescape. Życie jest... FPS-em Zapytaj, co technologia może zrobić tobie. Widziałem przyszłość, czyli magiczne lustro i inne hity z LG InnoFest 2014 To dopiero absurd! Nasze państwo wydało 49 mln na portal dla bezdomnych