Nic nowego pod słońcem. Gdzie byli hejterzy, kiedy nie było Internetu?

Byli na tym świecie w czasach przedinternetowych, nie tak odległych przecież, bo żyją wciąż ludzie, którzy je pamiętają, czy też ich nie było?

Plakat wystawy „Życie i śmierć w Pompejach i Herkulanum.

Plakat wystawy „Życie i śmierć w Pompejach i Herkulanum.

Nikt w tamtych czasach nie mówił, ani nie słyszał o hejterach.

Nie było też żadnych śladów hejterów, kiedy Internet dopiero się zaczynał. Nawet słowo „hejter” nie istniało, a jeśli jakiegoś słowa nie ma, to znaczy, że nie ma rzeczy, które ono określa. Czyżby hejterzy narodzili się razem z internetem, dorastali przez kilka lat i dopiero dorósłszy jęli buszować po Sieci?

Hejterstwo to stan umysłu

Choć niektórzy uważają, że to, co mają w głowach hejterzy umysłem jednak nie jest. Można sobie przecież wyobrazić, że niektórym ludziom Internet tak zakręcił w i tak pustawych głowach, że nic im nie zostało, tylko hejtowanie.

A może jednak hejterzy istnieli wcześniej, tylko kryli się tak starannie, że nikt ich nie dostrzegał – więc i nie nazywał, bo jak nazwać coś, czego się nie widzi i nie wie, że to jest? Może czekali na swój czas, aż wreszcie doczekali się. A może się nie kryli, tylko nikt na nich nie zwracał większej uwagi, bo jakie problemy mogli stwarzać, kiedy nie było Internetu?

Mogło być tak albo tak. Ale jak było?

Kiedy odkryto zasypane wulkanicznym popiołem Pompeje, wśród wielu skarbów dokumentujących życie w starożytnym mieście, archeologowie znaleźli setki napisów nam murach. Ktoś zwierzał się "Przeleciałem barmankę", ktoś inny informował „Tu byłem”, ale odkryto też cale mnóstwo napisów typu „Ampliatus Pedania to złodziej”, „Albanus to robak”.

Pamiętam z dzieciństwa koślawy napis węglem na tynku "Józek jest ku#$@s". Były też inne podobne napisy, ale tylko ten z nieznanych mi powodów najlepiej pamiętam. Teraz też tu i tam można widzieć pełne agresji i nienawiści napisy przeciw konkretnym ludziom albo tak czy inaczej definiowanym grupom ludzkim. To jest przecież hejtowanie! Bez Internetu.

Byli więc hejterzy i w starożytnych Pompejach i w nowożytnej, ale przedinternetowej Polsce, i tam wszędzie, gdzie ludzie posiedli dwie trudne sztuki: pisania oraz stawiania murów czy płotów.

Oczywiście nie tylko hejterzy pisali na ścianach i murach, jak nie tylko pni dodają komentarze do tekstów w Internecie. Ale hejterzy mogli wtedy pisać tylko na ścianach, murach i plotach, gdzie indziej nie było dla nich miejsca.

Przedinternetowi hejterzy nie mieli życia tak szczęśliwego jak dzisiejsi

Pisali na płotach i murach, więc przeczytać ich teksty mogli tylko ludzie przechodzący kolo napisów. Na ilu mogli liczyć przechodniów? Na stu? A może na dwustu? Dlatego nikt się specjalnie nimi nie przejmował, nawet nikt ich nazwał, tak byli nieważni.

Zobacz również: Tomek Kreczmar - Zrządzenia zrzędzy: Cała prawda o piractwie

Żeby coś napisać, musiał hejter wyjść z domu, a i samo pisanie było niebezpieczne, właściciel muru czy płotu albo dozorca mógł przyłapać hejtera i dać po łbie jeśli hejter mały albo chociaż wstydu narobić, jeśli większy.

Dlatego niektórzy hejterzy pisali swe elukubracje na bezpieczniejszych ścianach publicznych szaletów, co trudno jednak było uznać za zajęcie godne czy szlachetne. A jeszcze inni bali się i w milczącej samotności cierpieli od niespełnionych pragnień hejtowania, więc na pocieszenie samych siebie maltretowali psy lub koty albo bili żony.

Dopiero Internet poprawił trudną sytuację hejterów, wyzwolił ich od strachu przed dozorcą, dał szanse na tysiące, a może i setki tysięcy czytelników. Teraz pisać może hejter nie wychodząc z domu, bez obawy, że ktoś przyłapie i nakładzie po pysku, bo można wprawdzie hejtera zidentyfikować, ale mało kto chce sobie ten trud zadawać. No i czytelników można mieć znacznie więcej.

Nie dziwota więc, że kiedyś na murach i płotach hejterskie komunikaty gryzmoliły głównie dzieci, a teraz już nie tylko dzieci hejtują. Wyroili się hejterzy i piszą.

Wreszcie ich widać, wreszcie się o nich mówi, więc pewnie każdy z nich wierzy, że to on uosobieniem Internetu, że jest samym Internetem. Hejterstwo tymczasem liczy sobie tysiące lat, tyle że teraz płot do pisania dostali hejterzy większy i dlatego też lepiej ich widać. Nic nowego pod słońcem.

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Rozrywka:

Gwiezdny kupiec, czyli Monopol spotyka EVE Online. Legendarna planszówka PRL-u Warszawa jest smutna, a Wrocław przereklamowany Historia pewnej marynarki Recenzja: Cała prawda o planecie Ksi Robaczki z Zaginionej Doliny – narkotyki, kosmici i rzeź Jak obejść paywall Agory, czyli będę bronił Spider’s Web (o dziwo) Żegnajcie, gracze Słowiańskie dziwy Czat ze zmarłym? Zapomniane perełki: Final Fantasy Crystal Bearers Co by było, gdyby "Janosika" zrobili Amerykanie? Zobaczcie trailer Gra nie wygląda tak dobrze jak w zapowiedziach? Ktoś nas oszukał! Wydaj to sam - "Pan Lodowego Ogrodu" Non omnis moriar... w Internecie. I jest to trochę przerażające Dlaczego Pono Player może odnieść sukces? Gry za grosze. Total War: Shogun II, Alpha Protocol, Company of Heroes i GTA Najokropniejszy tort urodzinowy w historii świata Gry w przeglądarce wyglądają coraz lepiej, ale i tak nie wiem, czy chcemy tak grać Klawiatura zbudowana z klocków LEGO. Tak, działająca! Kupiłem kasetę. Nie mogę rozstać się ze starymi technologiami! Pokaż swojemu dziecku, jak przegrywa prawdziwy facet! Jak się kończy gry? Pismo obrazkowe – po co robić internetowe wideo? "List Miłosny" dla wesołej czwórki