Polacy to piraci? To tylko propaganda

Polacy masowo korzystają z pirackich kopii filmów i seriali ogłosiła firma PwC w raporcie opracowanym na zlecenie Stowarzyszenia Dystrybutorów Programów Telewizyjnych SYGNAŁ. To prawda. korzystają. Poza tym jednak raport jest napisany pod zapotrzebowanie zleceniodawcy, zawiera antypiracką propagandę naśladującą naukowe opracowanie.

Typowy Polak?

Typowy Polak? (http://lexplay.pl/artykul/prawo_autorskie/piractwo_komputerowe)

Główna teza propagandową raportu została przedstawiona w tytule artykułu Marty Wawrzyn:„Oglądacie pirackie filmy? Okradacie Polskę na 700 mln zł rocznie!" Kłamliwe to twierdzenie ma wywołać we mnie wyrzuty sumienia, że oto ja, ojczyznę, co mi matką jest, okradam, i to aż na 700 milionów złotych rocznie. Ma to też przekonać posłów, że ludzie oglądający pirackie filmy okradają państwo, żeby uchwalili prawo przeciw korzystającym z nielicencjonowanych kopii. Bo teraz przecież nie można za to nikogo skazać.


Propaganda zawsze stosuje takie same metody

Kompletny bezsens głównego twierdzenia raportu, trafnie i lapidarnie wykazuje komentarz do artykułu Marty Wawrzyn autorstwa Pana Rafała Małka, który pisze "Gospodarka nie ma strat ani utraconych miejsc pracy, bo ludzie nie mogą wydać więcej niż mają. Po prostu wydają gdzie indziej, więc w całości gospodarki nic się nie zmienia. Gdyby wydali na filmy VOD, to nie wydaliby na coś innego i tam pojawiłyby się "straty"."
Nic do tego świetnego komentarza dodawać nie trzeba, warto natomiast zastanowić się nad deprawowaniem języka polskiego przez propagandystów pracujących dla stowarzyszeń dystrybutorów. Stosują oni, wyjaśnię, takie same zabiegi, jakich używali w nie tak dawno komunistyczni propagandyści, stare, wypróbowane i ciągle skuteczne.


To nie kradzież
Sztuczka polega na przesuwaniu znaczenia słów. Na przykład słowo "kradzież". Oglądasz piracką kopię, srożą się propagandyści, okradasz tym samym twórców filmu. Otóż nie! Z kradzieżą mamy do czynienia wtedy, kiedy zabieramy komuś coś i bierzemy sobie, w rezultacie ten, który to miał teraz tego nie ma, a złodziej, który tego nie miał, ma to.

Kradzież zatem to bezprawne pozbawienie kogoś czegoś. Oglądając piracką kopię filmu nikogo niczego nie pozbawiam. Nie kradnę więc.

Jako dziecko właziłem na drzewo, żeby obejrzeć film wyświetlany w letnim kinie na świeżym powietrzu, bo nie miałem pieniędzy na bilet. Poza tym na niektóre filmy nie zostałbym wpuszczony, bo były dozwolone od 16 lat, a ja miałem najwyżej dziesięć. Propagandysta wynajęty przez dystrybutorów napisałby dziś, że okradałem właściciela kina, ale ja ani wówczas się złodziejem nie czułem, ani dziś nie uważam, że złodziejem wtedy byłem.


Prawo do sztuki jest fundamentem zachodniej cywilizacji

Jeśli kogoś tu nazywać złodziejem, to dystrybutora nakładającego ceny tak wysokie, że licznej grupy najuboższych ludzi nie stać na bilet czy opłatę za wypożyczenie. Dystrybutor narzucający paskarskie ceny łamie jeden z fundamentów zachodniej cywilizacji: wolność dostępu do sztuki. Pozbawia najuboższych ludzi tego dostępu.

Zobacz również: Gadżetomania TV: Czy gracze mają większą wiedzę niż gimnazjaliści

Pozbawia! A więc kradnie!

Biblioteki – zbiory książek dostępne bezpłatnie obywatelom – istniały już w starożytności. W starożytnych miastach budowano amfiteatry, w których wystawiano sztuki teatralne dla obywateli. Rzymski plebs żądał od państwa dwóch darmowych darów: chleba i igrzysk, uważając to za podstawowe dobra, do których ma prawo.

Dopiero w końcu XX wieku zachłanni dystrybutorzy, żeby osiągać olbrzymie zyski, zaczęli brać coraz grubsze opłaty za możliwość korzystania z dzieł sztuki i odcinać od niej ludzi, których nie stać było na opłaty. Ludzie zaczęli więc robić to, co robiłem w dzieciństwie włażąc na drzewo rosnące przy wysokim płocie letniego kina, zaczęli szukać dostępu do sztuki tam, gdzie ich na to było stać, a więc poza oficjalną dystrybucją.


Podręczniki szkolne albo rabunek

Konkret? Proszę bardzo. Raz w roku, w sierpniu i wrześniu wydawcy książek legalnie i jawnie rabują Polaków. Nie wszystkich, tylko tych, co mają dzieci w wieku szkolnym.

Rodzice muszą kupować dzieciom podręczniki szkolne. Wydawcy stosują więc metody maksymalizacji zysków. Legalne, zgodne z prawem. Tylko czy uczciwe?

Po pierwsze narzucają bardzo wysokie ceny, zdając sobie sprawę, że rodzice i tak dzieciom książki muszą kupić. Jeśli kogoś dziwi, że żaden z wydawców podręczników nie wyłamuje się i nie wyznacza realniejszych cen, wygrywając w ten sposób konkurencję, niech się zastanowi, dlaczego tak się dzieje.

Po drugie wydawcy uniemożliwiają korzystanie z używanych podręczników, co roku wydając nowe tak, żeby maksymalnie różniły się od ubiegłorocznych. Różnice nie wynikają z rozwoju nauki, treści rok po roku są identyczne, zmieniają się tylko układy tych treści.

Te dwa proste zabiegi, śrubowanie cen i żonglowanie stronami oraz rozdziałami podręczników zapewniają wydawcom olbrzymie zyski kosztem ludzie często bardzo ubogich. Rabują w majestacie prawa.


Piractwo jest skutkiem zachłanności dystrybutorów.

Polacy są wśród najuboższych mieszkańców Unii Europejskiej, z trudem zarabiają na ubranie, mieszkanie i jedzenie. Wielu jest bezrobotnych, wielu żyje z dorywczych prac.

Tych ludzi naprawdę nie stać na płacenie cen wyznaczanych przez dystrybutorów filmów czy nagrań. Wybór maja prosty: oglądać tylko śmieci nadawane przez telewizje prywatne i państwową, zwaną fałszywie publiczną albo szukać pirackich kopii ambitniejszych czy ciekawszych dzieł, albo też nie oglądać niczego.

Nazywanie tego, co robią kradzieżą jest nie tylko propagandowym fałszem, ale i łajdactwem. Żąda się od ludzi horrendalnych cen, na które ich nie stać, a kiedy nie płacą, bo nie mogą, traktuje się ich jak złodziei.
Oczywiście ci, co udostępniają kopie bez licencji działają zwykle z chęci zysku. Nie uważam ich za ludzi uczciwych, ale uważam ich działalność za potrzebną.

Gdyby dystrybutorzy obniżyli ceny, popularność pirackich kopii spadłaby i piraci zniknęliby. Oczywiście dystrybutorzy nie zarabialiby kwot tak ogromnych jak teraz. Oni jednak wolą trzymać wysokie ceny, odciąć część ludzi od dostępu do kultury i próbować wymóc na rządzie wyznaczenie drastycznych kar za korzystanie przez wykluczanych z kultury pirackiej dystrybucji.

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Rozrywka:

Gwiezdny kupiec, czyli Monopol spotyka EVE Online. Legendarna planszówka PRL-u Wzloty i upadki gier z uniwersum Obcego. UWAGA! Nadchodzi Alien: Isolation! Quiz Gadżetomanii: sprawdź swoją wiedzę o komputerach! Część 2: karty graficzne Bloguj z Gadżetomanią. Znamy zwycięzcę drugiego etapu konkursu! BoxOff Play - wygoda, prostota i wiele gier w cenie jednej. Techland jak Spotify Korwin. The Movie – dzięki Internetowi powstaje film o budzącym emocje polityku. Będzie obiektywny? Oglądacie pirackie filmy? Okradacie Polskę na 700 mln zł rocznie! Gry za grosze. Litil Divil, Jolly Rover, Droid Assault, Evil Quest i inne To Internet wysłał Budkę Suflera na emeryturę. Zespół ma „ciężko” - i my też chcemy tak cierpieć! Gry za grosze. STALKER, Desperados, Heroes of Annihilated Empires i niespodzianka Świat według Google’a: inne mapy dla Rosjan, inne dla Polaków Eurofighter Typhoon, góry i mistrzowie pilotażu. Niesamowity pokaz brytyjskich pilotów! Technologiczni buntownicy. Czy dziś uwierzylibyśmy Cool Kids of Death? Gry za grosze. Europa Universalis, Iron Storm i SpeedRunners Serwis społecznościowy dla aspołecznych. Czy Facebook odebrał nam spotkania klasowe? Foobar2000 na Kickstarterze Reklamy w telewizji nie będą już głośne. A co z Internetem? Podsumowanie quizu: co wiecie o procesorach? Ministerstwo Finansów nie zamierza cenzurować internetu. Blokady serwisów bukmacherskich nie będzie Nie oglądaj, bierz udział! Twórcy kampanii wreszcie świetnie wykorzystują Internet Niezwykły koncert. Pagery i telefony komórkowe w roli instrumentów Internet nie ma własnych gwiazd. W Polsce to telewizja rządzi na Facebooku Streaming, głupcze! Czemu HBO wciąż tego nie rozumie? Grush - szczoteczka jako kontroler do gier!